Jak zwykle siedziałam kombinując przy samochodzie, kiedy podszedł do mnie Marley.
-No co jest mały?-zapytałam głaszcząc go.
Marley chwycił mnie zębami za spodnie i pociągnął za sobą. Już wiedziałam, że zaprowadzi mnie do czegoś ciekawego. Szłam za Marley'em i po chwili stanęliśmy przed krzakami. Wyjrzałam ostrożnie zza nich i w oddali zobaczyłam obóz wojsk z zachodu.
-O nie, musimy się z tąd zmywać, choć-szepnęłam do psa i ostrożnie zaczęłam się oddalać. Po jakimś czasie zobaczyłam dwóch kolesi należących do wojska były to najwidoczniej żółtodzioby bo byli młodzi i troche niezdarni. Schowałam się za drzewem. Marley'owi kazałam się położyć i czekałam aż wojskowi pójdą jednak oni stali tak już 10 minut.
-No bez żartów-pomyślałam i postanowiłam ich wyrolować wzięłam dwa kamienie i rzuciłam dokładnie za nich. Mężczyźni poszli to sprawdzić, a ja i mój pies poszliśmy szybko do naszego domu. Był to niewielki dom na opuszczonym ranczu.
-Nie ma czasu trzeba się zbierać, za dużo ich żeby walczyć-pomyślałam i zaczęłam zbierać najpotrzebniejsze rzeczy. Zabrałam jedzenie, broń, ubrania, a Marley zgarnął swoją piłkę. Spakowałam wszystko do auta i nalałam benzyny do pełna. Po kilku minutach już odjechaliśmy. Jechałam szybko jednak w oddali zauważyłam kilka terenówek.
-No super-uderzyłam w kierownicę.
Postanowiłam przejechać objazdem jednak on też był zamknięty przez wojskowych.
-Dobra, ryzyk fizyk-pojechałam prostą drogą i dodałam gazu.
Przejechałam jak błyskawica obok terenówek no i oczywiście dwie z nich zaczęły mnie gonić trzy pozostałe pojechały najwyraźniej do obozu.
-Stój!-krzyknął jeden przez głośnik w samochodzie.
Może powinnam to przemyśleć? Nie raczej nie i otworzyłam schowek w samochodzie znajdujący się po stronie pasażera gdzie znajdowało się kilka przycisków, nacisnęłam największy z nich, który był odpowiedzialny za przyśpieszenie i samochód rozpędził się do prędkości 300km/h. Terenówki żołnierzy nie dały rady nawet się zbliżyć i postanowiły przerwać pościg. Jechałam zadowolona, jednak chwilę później znowu pojawiły się dwa wozy przy których stało około 10 woskowych. Stali z karabinami celując we mnie. Na szczęście miałam kilka tajnych broni, przykładowo autopilota, który przez dokładnie 60 sekund prowadził samochód prosto. Nacisnęłam przycisk i wyciągnęłam mojego ak 47, którego "pożyczyłam" kiedyś od jednego z żołnierzy. Odsunęłam szybę i zestrzeliłam trzech z nich ale, jeden z nich wyciągnął coś mocniejszego i strzelił mi w ramię. Szybko go zestrzeliłam i rzuciłam bombe dymną własnej produkcji, która na szczęście zadziałała i szybko zniknęłam z pola widzenia. Pare kilometrów dalej zatrzymałam się na opuszczonej stacji i chciałam zatankować i zabandażować ranę. Po chwili Marley zaczął ostro szczekać, poszłam sprawdzić co to i zobaczyłam kobietę.
-Kim jesteś?-zapytałam trzymając na ranie kawałek bandażu.
Anna?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz